Teraz tylko krótkie przypomnienie podstawowej prawdy wiary, o której (o zgorzo!) niektórzy zdają się zapominać. TO WSZYSTKO WINA PISU I KACZYNSKICH!!! WSZYSTKO CO SIĘ NIE UDAJE DONALDOWI, WYNIKA TYLKO I WYŁĄCZNIE Z ZANIECHAN POPRZEDNIEJ EKIPY. NAPRAWDĘ!!!!
Jak się nie da demokracją, trza siłą..
Jeden z bywalców balu, zwolennik wejścia w życie traktatu lizbońskiego, po irlandzkim NIE powiedział znamienne słowa: “szkoda, wolałbym żeby przeszedł demokratycznie…”. Czekam teraz na obronę faszystowskich metod, które niebawem zastosuje UE, KE czy jak jej tam. Piewcy integracji pod niebieskim sztandarem mają to do siebie, że usprawiedliwią każde działanie, przy którym Donaldinio się uśmiechnie, a Kaczor zapieni. No cóż - rok temu dali sobie rękę uciąć, że ich Matka Unia nigdy demokracji nie zdradzi. Ale jakoś to z pamięci wymazali.
Zapraszam na film:
timoboll
Parada wspomnień
Tak mnie jakoś nostalgia niemiłosierna ogarnęła, gdy przypomniałem sobie pierwsze wizyty na balu senatorskim i dyskusje tym wizytom towarzyszące. Pamiętam gdy zaczęto w ogóle mówić o przyłączeniu Polski do UE, gdy w telewizorni politycy zaczęli tłumaczyć konieczność pewnych reform, gdy zupełnie obce mądre głowy w różnych językach zaczęły dywagować wtedy na temat możliwości przyjęcia Polski.. Ta… Ja młody nie-wiadomo-kto, zasłuchany w Kaczmarskim, nienawidzący Sowietów nie wiadomo za co, szalejący przy pukowo-anarchistycznych utworach różnych kapel, upijający się pierwszymi upiciami, zacząłem prowadzić dyskusje z podobnymi mnie nie-wiadomo-kimi.
Jakoś tak miałem i mam zresztą do tej pory, że jak się w coś wkręcam to dość mocno i intensywnie, ale niestety na krótko. Czytam, szukam i się dokształcam, po to by potem zdanie sobie wyrabiać w dyskusjach właśnie, by mieć zdanie własne, czasem tylko po to by ot - zacynić jego odmiennością. I jak tylko o idei zjednoczenia usłyszałem, to nie wiedzieć czemu zjednoczone panstwa europejskie, mi się skojarzyłi z innymi zjednoczonymi panstwami - nie tylko europejskimi. Ehh… Piękne to były czasy, kiedy jedyną moją obawą w dyskusjach wyrażaną, było to, że cała ta UE w rzeczywistości stworzy centralnie kierowane superpanstwo. Jakże pięknie brzmiały wtedy słowa moich opponentów w dyskusji, że “chyba mnie stary pojebało”, bo przecież UE nie ma być absolutnie panstwem, tylko taką no.. współpracą różnych panstw. Ja mówiłem - zobaczysz będziemy niedługo dla Uni wodza wybierać - oni mówili nie ma na to szans - to byłby przecież drugi ZSRR! Ja mówiłem, zobaczysz będziemy niedługo mieli “obywateli Uni Europejskiej”, oni pukali się po prostu w głowę.
Piękne to były czasy doprawdy, gdy wyrażając najzwyklejsze przypuszczenia - poparte zresztą jawnymi deklaracjami polityków co musimy zrobić (jaki podatek zwiększyć) by do Unii przystąpić - odnośnie wzrostu cen, ludzie pukali się w czoło i pokazywali mi przykłądy innych panstw, cieszących się już europejskim dobrobytem, w którychwzrostu cen wcale nie odnotowano.
Piękne to były czasy, gdy prorokowałem upodabnianie się UE do starsego brata również w zakresie represji na myślących inaczej,a wszyscy wybuchjali świętym oburzeniem, że nigdy do tego nie dojdzie.
Doprawdy, piękne czasy to były gdy tak sobie wyobrażałem biurokrację starszego brata i te setki ludzi zatrudnionych tylko po to by utrzymać smoka przy życiu (polecam naprawdę wypas opowiadanie Lema - “Pożytek ze smoka”) i dzieliłem się tą wizją z dyskutantami, a Ci klepali mnie po plecach uspokajająco, że w Uni nic takiego nam nie grozi.
Z uśmiechem wreszcie wspominam to zacietrzewienie, z jakim co poniektórzy przekonywali mnie, że bez Uni nigdy po świecie się spokojnie przemieszczać nie będziemy, ni pracy poza granicami kraju znależć nie będziemy mieć szansy.
Ech.. Wspomnienia.. Aż się morda cieszy. Szkoda tylko, oj jaka wileka szkoda, że pomimo iż:
- szefowie UE dąża do ratyfikacji traktatu, który z Unii robi superpanstwo - podlegać ona będzie pod definicję panstwa ustaloną na konwencji w Montevideo w większym stopniu niż poszczególne panstwa członkowskie
- będziemy mieli prezydenta UE, w oficjalnych publikacjach zaczyna mówić się o “obywatelach UE”
- ceny jebitnie w górę poszły - zgodnie zresztą z zapowiedziami polityków, że musimy “wyrównać” do innych krajów Unii
- w dokumentach wychodzących z polskiego ministerstwa poznajemy nową definicję ksenofobii: Za współczesną formę ksenofobii uznaje się również wyrażanie wrogości wobec idei jednoczenia się państw i narodów Europy w ramach Unii Europejskiej, które stanowi zarazem wrogi lub znieważający stosunek wobec poszczególnych państw członkowskich i obywateli Unii Europejskiej. Chwała bOGU, pozostaje jeszcze dopisek: Przejawem ksenofobii nie jest natomiast w tym zakresie krytyka funkcjonowania Unii Europejskiej jako instytucji.
- Wszyscy płacimy mega podatki po to tylk ożeby potem sobie te pieniądze odebrać w formie różnego rodzaju dotacyj. Oczywiście coby otrzymać dotację, napracować sięmusi dodatkowe dziesięć osób - tylko po to, żeby oddać Ci Twoje pieniądze. Urzędników już dawno jest więcej niż w ZSRR. Liczba urzędników państwowych od roku 1989 zwiększyła się ponad czterokrotnie, liczba branż podlegających koncesjonowaniu zwiększyła się z ośmiu do 216, liczba instytucji państwowych kontrolujących przedsiębiorców zwiększyła się z 16 do 40, liczba ustaw i rozporządzeń zwiększyła się dziesięciokrotnie.
- Okazało się, że do przekraczania granicy nie potrzebujemy UE tylko układu z Schengen. Że członkostwo w UE nie daje nam gwarancji podjęcia pracy w każdym innym kraju ZSRE.
I pomimo tych wszystkich rzeczy, Ci wszyscy którzy w moich wspomnieniach zostali jako orędownicy tego, że one nigdy się nie wydarzą, dalej bronią postępującego procesu integracjii i dalej pukają się w głowę, na różne moje “jak zwykle przesadzone” teorie… Ne wiem, chyba to nie amnezja, to musi być coś gorszego. To jakieś dziwne utwierdzanie się w swoim stanowisku, szukanie usprawiedliwien dla mlodzienczego podejścia do niektórych spraw. Nie rozumiem tego - naprawdę. Każdy może się przecież pomylić. Ja też przez łądnych parę lat śmigałem z el Che na koszulce…
timoboll
Dobrze przygotowani - niedobrze poinformowani
Wybaczcie brak szybkiej reakcji, jednakoż musiałem pomóc w udekorowaniu domostwa senatorskiego w czarne barwy. Senator wstrzymał bal - zaczęła się żałoba. Nie potrwała jednak długo. Nie takie trudności w dążeniu do zjednoczonego panstwa ueuropejskiego zdażyło się nam przecieśż wspólnie pokonać. Razem damy radę! W jedności siła! Nie ma co oglądać się na jakiś mizerny 1 procencik, nic przeceiż dla sprawy nie znaczący…
Wróćmy na chwilkę do dnia tegoż referendum, wktórym to na przeciw siebie stanęłą nasza reprezentacja narodowa i reprezentacja naszych braci Europejczyków - Austraików. Dzien to haniebny dla calego narodu sędziowskiego, a zwłaszcza dla niejakiego Webba. Różnych odcieni pisemka, przed ostateczną potyczką rozpisywały się, jacy to Austriacy są świetnie przygotowani. Od niejednego z moich kompanów do oglądania meczu słyszałem zdanie podobne do: “może i w piłkę grać nie umieją - ale przygotowania im nie odmówię”. Siedząc w ogródku piwnym tuż przed rozpoczęciem meczu, tego typu wnioski dało się co i rusz słyszeć gdzieś z boku. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek z moich rozmówców opierał swoją wiedzę na faktycznej obserwacji treningu Austriaków, dlatego śmiem przypuszczać, że wnioski takie powtarzaliśmy w większości po owych pisemkach, które musiały pomóc nam jakoś w przełknięciu ewentualnej porażki. Moglibyśmy zawsze winę zrzucić na przygotowanie Austriaków.
Co to ma wspólnego z Irlandią i jej “NIE” zapytacie? Ano szukając po portalach i gazetach informacji odnośnie przygotowania naszych przeciwników, co i rusz napotykałem analizy różnego rodzaju z zielonej wyspy. Z większości, jeśli nie ze wszystkich, wyłaniał się nad wyraz interseujący obraz postawy społeczeństwa irlandzkiego: “zagłosuję na NIE, bo nie rozumiem traktatu”. Stało się. Faktycznie NIE wygrało. Ale kochani - przecież bron bOŻE nie dlatego, że Irlandczycy uznali traktacik za szkodliwy, niefajny, czy jaki tam jeszcze. Oni go po prostu biedaki nie zrozumieli! Jakby ktokolwiek miał wątpliwości, polecam zerknąć na pierwszą stronę gazety z czerwonym prostokącikiem z dnia referendum. Mamy tam przedstawioną dwójkę reprezentatywną dla obydwu grup (nie pomnę imion, więc będę strzelał). Na TAK mamy młodego Johna, zawód (a jakże) wykładowca, na NIE będzie głosować poczciwa Marry, zawód (a jakże) kwiaciarka. Jakby jeszcze nie daj bÓG jakieś wątpliwości Wam się mili moi nasuwały, to wiedzcie,że na NIE głosowali przede wszystkim robotnicy i (o zgrozo!!!) środowiska katolickie!!!! No nie mogę, oni wszędzie swoje łapy wsadzą.
W meczu Polska-Austria niespodziewanie padł remis. Może nie sam remis był niespodziewany, ile jego powód - błąd sędziego. Nie musieliśmy sięgać do przygotowania Austriaków, acz kilkoro komentatorów nie omieszkało mimo Webba o tym wspomnieć. W drugim meczu musimy póki co karmić się tępotą społeczenstwa irlandzkiego. Ale gwarantuję Wam, że lada moment jakiś sędzia podejmie tu kontrowersyjną decyzję. I wcalę nie na korzyść Irlandii…
Ale o tym w następnym wpisie.
timoboll
Już dziś mecz Irlandia - Europa!
U senatora wielki bal! Rosja z taką grą daleko nie zajdzie, Turcy się postarali co prawda, ale jak się u komentatorów naszych dało słyszeć - “z całego serca będziemy kibicować Czechom”. Może się uda i po fazie grupowej będziemy mieli prawdziwe EURO! Ale telebimy na chwilę wyłączono, kamery skierowano na małą, zieloną wyspę, bo tam oto przesądzi się to, co tak naprawde dla senatora i popleczników jego najważniejsze…
Owszem, chwilę zastanowiłem się nad tym dlaczego taki mecz odbywa się tylko w Irlandii. Ale tylko chwilę. U nas przecie senator wolą większości wybrany zadecyduje o tym i jest to jasne i proste jak fakt że z Niemcami nie wygraliśmy i nie wygramy. I oczywistą oczywistością jest to, że nie ma co się sprzeciwiać temu akurat senatorowi - bo przecie jakby mieli decydować ci piastujący to stanowisko jeszcze przed rokiem - to ni chybi słudzy miłosiernie nam donaldującego raban by o konieczności referendum podnieśli. No ale - senatorowi Irlandzkiemu widocznie niezbyt się spodobało “wyrównywanie konkurencyjności” polegające na podniesieniu CITu do poziomu z innych państw członkowskich, bo przecież wyrównanie polegające na obniżeniu pozostałych nie jest zgodne z naszą ueuropejską tradycją.
Kibicuję Irlandii. Sporo dyskusji na ten temat już przeżyłem. Owocnych dyskusji. Zawsze na ten przykład w pewnym momencie okazywało się, że tylko jedna strona tejże dyskusji, zapoznała się z treścią “Traktatu reformującego” (ale skróconą, także o czym my tu mocium panie mówimy?). I tym bardziej kibicuje Irlandii.
W kuluarowych senatorskich dyskusjach pomijam już fakt o stworzeniu państwa Unia Europejska (no bo co z tego?). Dziś pod rozwagę daje Wam kochani ten oto tekst - TUTAJ KLIKNIJ - który po przegranym przez Irlandię meczu stanie się obowiązującym prawem. Może (ech.. może…) niektórych z Was zdziwi, że prawo może być stanowione na takim poziomie ogólności. Dla porównania przeczytajcie w takim razie tekst z 1935, będący konstytucją innego superhiper państwa (do samodzielnego wyguglania). Podobne? No cóż, ja kibicuję Irlandii…
A odpowiadając na “przecież w tym dokumencie nie ma nic złego” mam kolejne pytanie. Naprawdę aż tak ufamy sędziom tego pojedynku, że zbyt ogólnych przepisów nie wykorzystają do nadużyć?
timoboll
Nasi się bronią!
Wirtualny bal senatorski przenosimy na chwilę do realnych salonów, gdzie nadworny grafik balowy - alfa - wystawia swoją dyplomową Alicję. Informacje znajdziecie TUTAJ.
Tych z Was, którzy z różnych (mam nadzieje ważnych) względów nie mogą w wydarzeniu uczestniczyć, zapraszam do odwiedzenia świata Alicji (który swoją drogą coraz bardziej zaczyna mi przypominać świat polskiej polityki - zgadnijcie z kim w roli Alicji?), zapraszam do odwiedzenia stron tego projektu w sieci. Celem tego kliknąć należy na PROJEKT W SIECI.
Powodzenia!
timoboll
Manu Chao we Wrocławiu!
To już 15 lipca legendarny Manu Chao zaszczyci Wrocław swoją obecnością. Aż się z balu urwę, coby przy Mr. Bobbym się pobujać. Biletów jeszcze nie ma, a już niemal wyprzedane, więc spieszcie się goście kochani. To naprawdę jedna z niewielu okazji, by posłuchać lewackiego przekazu w nad wyraz przyjemnej formie. Do tej pory w Polsce tego brakowało. Na szczęście - wielcy senatorskiego balu postanowili uczyć się od najlepszych. Oby dobrze na tym wyszli! Do zobaczenia na Piasku!
timoboll
Z cyklu: Goście balu u senatora - Obserwator

pic by alfa
Brawo, brawo! Senatorze! Do hymnu!
U senatora bal przerwano. Telebimy ustawiono w rogach, kątach i przy kantach, publicznośc na dywanach usadzono i transmisje z Moskwy bezpośrednio poczęto nadawac. Dwa EUROPEJSKIE kluby starły się ze sobą na obcej ziemi. Finał Ligi Mistrzów. Juhuuu!!
Zmartwiło mnie to straszebnie - nie powiem. Chętniej bym pooglądał relację z podróży po Peru, tudzież owocnej we wnioski dyskusji tych z PiSu z tem z PO posłuchał. No bo co tam sport? Przecież senatorowie wszystkich krajów wspólnoty ostatnimi czasy zgodzili się co do tego, że polityce od sportu wara! Kosowo może i jest serbskie, ale medalu z takim hasłem nie dostaniesz. No więc smutny siedzę licząc chocby na widowisko sportowe ze smakiem i w najlepszym stylu rozegrane.
Długo to trwało. 120 minut + karne. Cisza o polityce, czysty sport. Czerwoni wygrali (nie sądzicie, że to niebezpieczne trochę - w Moskwie pozwoli czerwonym wygra nad niebieskimi?). Gdy już się szykowałem na ucztę dla mych uszu, kiedy to leciwy już przebój zespołu Queen miano odegrac, tudzież melodyjkę z reklamy MasterCard, nagle okazało się, że senator niespodziankę dla nas przygotował. Z głośników popłynęły te dźwięki wspaniałe, którymi karmimy się co dzień, a które przypominają nam kim jesteśmy. Hymn wspólnoty! Brawo, brawo! Senatorze! To nam Pan psikusa wykręcił. Ja naprawdę uwierzyłem, że w sporcie nie ma miejsca dla politycznych manifestacji! A jeszcze hymn? Dobrze, że Gimn Sowietskogo Sojuza już dawno na stadionach nie gościł i udało się nam zapomniec, że źle kojarzy się jego odgrywanie gdy dwie bratnie republiki się ze sobą mierzą. Oda zabrzmiała świeżo, rześko i wlała nam w serca nadzieję.
Wszyscy naraz z dywanów się poderwali, za serca chwycili i z przejęciem na twarzach odśpiewali. A potem w tany poszli - bo to bal w końcu. I tak tańczyli wspólnie, kibice drużyn obydwu. Czerwoni z niebieskim, niebieski z czerwonymi w objęcia sobie padali. A ja patrzyłem na tę mieszankę kolorów, aż gwiazdki mi nad głową kołowac zaczęły. I wtedy się dopełniło. Czerwony, niebieski - nieważne. Tym chodziło, a tym chodzi przecież o to samo.
ps. o prywatnych podatkach kiedy indziej. tak mnie to zdarzenie poruszyło, że musiałem się Kochani z Wami niem podzieli.
timoboll
Prywatne podatki
Dzisiaj (tudzież jutro) o senatorskiej wizji “prywatyzacji” służby zdrowia. Zapraszam!
Wybaczcie to niewybaczalne opóźnienie. I proszę - nie przesyłajcie gróźb. Wpis będzie w tym tygodniu. Pzdr.

