O ja pierdziu!

•marzec 23, 2009 • Skomentuj

Wieczorny przegląd sieci, zwykle spokojny, ciut leniwy i niespieszny, przyniósłwiadomości tak niesamowite, że jako wzorowy obywatel świata mam obowiązek bić na alarm. Otóż wierzcie lub nie, ale niejaki Roy Spencer klimatolog i cała banda klimatologów jemu podobnych, ni mniej ni więcej tylko uznała Globcia za przeszłość! Innymi słowy – globalnego ocieplenia już nie ma. Trochę mi się wierzyć w to nie chcę, zważywszy na piękną marcową pogodę, no ale kto wie gdzie ci wszyscy klimatolodzy publikowali…

Jeśli chodzi o wcześniejsze niepokojące dane dotyczące topnienia lodu w Arktyce, to okazało się, że procentowo pokrywa lodowa zwiększyła się znacząco po raz pierwszy od 1979 roku. W ostatniej dekadzie również populacja niedźwiedzi uległa zwiększeniu – był to wzrost o 25 procent. W Arktyce jest ich teraz 15 tysięcy, podczas gdy 10 lat temu było ich 3 tysiące mniej.

- Ostatnia fala globalnego ocieplenia, która rozpoczęła się w 1977 roku jest zakończona, a Ziemia weszła w nową fazę globalnego ochłodzenia – mówi Don Easterbrook, profesor geologii z Uniwersytetu Zachodniego Waszyngtonu. – Nowe dane dotyczące aktywności solarnej wskazują na niezwykły brak plam na Słońcu i zmian w jego polu magnetycznym… Obecna fala procesu globalnego ochłodzenia może być ostrzejsza, aniżeli ta z lat 1945-1977 – dodaje.

http://wiadomosci.onet.pl/1939257,12,item.html

No to kurcze, teraz nie pozostaje nam nic tylko zakasać rękawy i – idąc za dotychczasowym myśleniem miłościwie nam panujących – produkować CO2 ile wlezie! Jutro najpewniej pojawią się pierwsze doniesienie z e-parliamentu, o ustawie nakładającej gigantyczne kary na te wszystkie farmy wiatrakowe, że miejsce węglowym elektrowniom, tak zasłużonym w walce z globalnym oziębieniem zabierają. No, co najmniej jakaś ustawka nakazująca każdemu wiatrakowi zamontować silnik spalinowy. Nie może przecież być tak, że swoimi działaniami ograniczającymi emisję CO2 dopuścimy do zmian klimatu!

Wyjść teraz mamy kilka – albo w periodykach o najwyższym wskaźniku “impact factor” pojawią się analizy całkowicie dyskredytujące te doniesienia (Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego właśnie na podstawie tego wskaźnika ocenia która publikacja jest wystarczająco naukowa, a ministerstwo to organ państwa, a jaki jest cel państwa wszyscy wiemy) albo – co bardziej prawdopodbne – ueuropejczycy rozłożą ręce i “z braku aktualnych danych potwierdzonych naukowo” będą musieli oprzeć się na poprzednich ustaleniach. Które to ustalenia nakładały wszystkie limity i inne takie.

Że stoi to w sprzeczności z rzeczywistością? Kto by się tym przejmował? Opierając się na raportach Klubu Rzymskiego, który prognozował całkowite wyczerpanie surowców naturalnych do roku 1994, udało się nakraść pod pozorem regulacji i poszukiwań alternatywnych źródeł energii tak dużo, że jakieś dwa czy pięć stopni celsjusza w dól im w tym nie przeszkodzi.

No ja pierdziu!

timoboll

Tak mi dopomóż Michdzyk

•marzec 19, 2009 • Komentarzy: 2

Tak sobie właśnie zdałem sprawę, że ja naprawdę lubię dyskusję. Najbardziej oczywiście z temi, z któremi zgodzić się nie jestem w stanie i którzy nigdy się nie zgodzą ze mną. Dzięki właśnie takim dyskusjom rozwija się we mnie to, co nazywam swoim świata widzeniem. Ba! Nie tylko się rozwija, ale czasem diametralnie zmienia!

Niezmienna wydaje mi się być jedna tylko rzecz. Są takie dwie grupy, z którymi się dyskutować nie da. Ja oczywiście strasznie uproszczę za chwilę, także unikając ataków późniejszych, chcę powiedzieć że mam je w dupie (te ataki, nie te grupy, bo w tych grupach jest jednak sporo ludzi na których mocno mi zależy). Jakie kryterium przynależności? Proste. To wyznawcy określonych tytułów prasowych.

Wspomniałem o dwóch takich grupach i na tych dwóch się skupię. Może dlatego, że absolutnie nic tych grup od siebie nie odróżnia. Chodzi mnie oczywiście o wyznawców “Naszego Dziennika” i wyznawców “Gazety Wyborczej”. Dwa bieguny polskiej opinii, które schodzą się w jednym miejscu. Otóż zaróno jedni jak i drudzy:

  • Nienawidzą gdy się ich ze sobą zestawia. Jedni są tak pełni pogardy dla drugich, że to aż po twarzach widać. To taki rodzaj przekonania jak o tym, że trzeba oddychać. Sama myśl o tym, że mogliby się zgodzić w jakiejś kwestii wywołuje autentyczne oburzenie.
  • Kompletnie gardzą nawzajem swoimi poglądami. Członek jednego zboru nie zhańbi się przecież czytaniem pisma objawionego drugiego ze zborów. Prowadzi to do sytuacji, że czerpią oni wiedzę o swoim przeciwniku tylko ze swojego pisemka – do źródeł nie sięgają i czują się w tym pełni usprawiedliwieni.
  • Są autorytety, co do których nie można mieć żadnych wątpliwości. To chyba jasne – u jednych ojciec dyrektor, u drugich ojciec redaktor.
  • Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam. Poza wizją świata opisaną w pismach objawionych, nie ma innej. Wszyscy myślący inaczej są (w zależności od opcji): żydami albo antysemitami.
  • Mają wielki wpływ na swoich wiernych. Każdy z wyznawców z jakim rozmawiałem da się pokroić, że to wszystko co głosi to jego własne poglądy, przypadkiem zbieżne z poglądami głoszonymi w pismach.
  • “Tego się przecież nie da porównywać!”. To ulubiony przez obydwa zbory argument. Gdy pojawia się trudna do interpretacji sytuacja, nie bardzo pasująca pod obowiązującą wykładnie, trza dla niej stworzyć warunki wyjątkowo i zacząć z nią działać od początku. Nie da się jej przecież porównać do czegokolwiek innego, trzeba podać interpretację i nie zwątpić w nią ni na chwilę.
  • Sieją histerię gdy u władzy wróg. Gdy przypadkiem u władzy stoi opcja niewiernych, obydwa zbory za punkt honoru stawiają zmianę obecnego stanu rzeczy. A to namawiają do wyjścia na ulicę, a to do bojkotu czegoś tam. Oczywiście tłumaczą to koniecznością historyczną. Myślący inaczej albo niedojrzali do demokracji, albo Polskę by sprzedali.
  • Najważniejsze: nie da się z nimi dyskutować. Po prostu.

Takie to mam dwa bieguny w swoim dyskursie. Najprościej byłoby z nimi nie dyskutować. Ale to też cecha zarezerwowana dla nich właśnie. Nie dyskutują, a jak już to w ramach swoich kościółków. No to ja się pomęczę. A teraz wciągnę jakiś artykulik Michnika, popiję felietonem Rydzyka, a potem wyruszę głosić słowo boże. Tak mi dopomóż Michdzyk.

Razem, młodzi przyjaciele!

•luty 4, 2009 • Komentarzy: 11

Straszne trochę to wszystko. Weekendowy wyjazd na narty pod wielkim znakiem zapytania stanął, bo oto globalne ocieplenie dopadło i mnie. Cóż było robić? Nic tylko w szeregu wraz z innymi UEkologami stanąć i do batalii o zmniejszenie emisji CO2.

Na wejście chciałbym zamknąć mordy sceptykom, przebąkującym coś o tym, że ludzie tylko 2% jego emitują. Pytam się Was – co z tego? My zrobimy tak, żeby emitowali 0%! No może jakiś tam ułamek procenta, ale nie od razu całe DWA PROCENT! Ja na te narty chciałbym jeszcze kiedyś pojechać. Jak to zrobić tylko, ja się pytam? Jak to zrobić?

No to, że muszę płacić – jak nie daj boże dorobiłem się własnej elektrowni – to jasne jak słońce. Ja tego nie kwestionuję. Oczywistym jest, że pieniądze zostaną wydane na walkę z globalnym. Podobnie całkiem dla mnie klarownym jest fakt olbrzymiej ilości urzędników potrzebnych do obsługi tegoż procesu. Sprawa ważna – więc i ludzi dużo potrzeba. Moje narty są warte każdych pieniędzy!

No dobra – ale wszyscy wiemy, że pieniądze nie wystarczą. Trzeba ruszyć dalej. Na szczęście są jeszcze tacy ludzie jak Jonathon Porritt – szef brytyjskiej komisji ds. ekologii i długoletni szeryf tamtejszej Partii Zielonych. Ma on genialne wprost w swej prostocie rozwiązanie na atakującego Globcia. Człowiek CO2 emituje!? Zlikwidujmy człowieka! No, może nie do końca zlikwidujmy, ale skutecznie ograniczmy…

Pan Porritt proponuje mianowicie ustawowe ograniczenie maksimum posiadanego potomstwa do dwójki. Pary mające więcej są “skrajnie nieodpowiedzialne” i stwarzają nadmierne obciążenie dla środowiska. Powinniśmy także w swojej polityce skupić się przede wszystkim na dotowaniu aborcji, coby skutecznie ograniczyć rozród tego rozsiewacza CO2 jakim jest człowiek. Porritt ze swoją partią składają projekt ustawy w przyszłym tygodniu. Fajnie by było jakby się udało trochę szybciej. Ustawa zakłada dotacje aborcji i antykoncepcji, nawet kosztem leczenia osób śmiertalnie chorych. Sam autor ustawy tłumaczy to w sposób następujący: założenie to jest logiczne, brak leczenia ludzi śmiertelnie chorych też przyczyni się do ograniczenia produkcji dwutlenku węgla.

Od razu chciałbym Was uspokoić, bracia i siostry w walce z Globciem. Wiem, że propozycje Porritta brzmią troszku fantastycznie i może się okazać, że nic z nich nie będzie. Powiem wam tylko: NIE LĘKAJCIE SIĘ!!! Przecież jeszcze parę lat temu pukaliśmy się wszyscy w głowę, jak jakieś oszołomy nam wmawiały że proces integracji doprowadzi np. do ustaw gwarantujących rządom wgląd w prywatną korespondencję, czy tajemnicę bankową. A teraz? Możemy już czuć się bezpieczni – nasze rządy kochane (niektóre) już to prawo mają. Przecież jeszcze nie tak dawno temu nie wierzyliśmy, że powstanie ponadnarodowa policja. A przecież projekt już się toczy. Przecież nikt z nas nie wierzył, że sądownictwo unijne stanie ponad narodowym. A przecież wystarczy tylko przekonać Irlandczyków.

Także kochani! Nawet Ci z Was którzy w tym momencie zwątpili w słuszność propozycji Porritta – nie macie się czego obawiać. Gwarantuję Wam, że w momencie gdy miłościwie nam panujący zaczną wprowadzać je w życie, zrobią to przy Waszym pełnym poparciu. Mają czas. Ino ja go kuna nie mam, bo już nocleg na tych nartach opłacony…

http://www.tvn24.pl/1,1584378,druk.html

timoboll

Niemoc

•luty 3, 2009 • Komentarzy: 6

Właśnie w jednej z wilekiej czwórki – w “Rzeczypospolitej” mianowicie, na pierwszej stronie wyczytałem rychłą zapowiedź upadku polskiego przemysłu meblarskiego. Przyczyna – jakże by inaczej – kryzys. Nawet mnie szlag nie trafił. Niemoc mnie jedynie dopadła straszliwa. Pamiętam 2004 i dyskusje, które toczyłem ze zwolennikami i przeciwnikami anszlusu naszego kraju upodlonego do jeszcze bardziej upodlonej wspólnoty. Pamiętam tekst raportu, który na jedne z zajęć studenckich przyniosłem, dotyczącego “produkcji energii ze źródeł odnawialnych”….

Raportu odnaleźć nie mogę, dlatego jeśli chodzi o liczby powołam się li tylko na swoją pamięć. Of coz przystępując do “matki Unii” zobligowaliśmy się do owej “produkcji energii ze źródeł odnawialnych”. Jakiś tam x procent (niewielki) całości produkcji energii, miało być właśnie energią ekologyczną. Jako że właścicielom elektrowni nie uśmiechało się naraz rzucić swoje fabryki, zburzyć, zaorać a na ich miejscu wiatraki posadzić, w ramach istniejącego prawa znaleziono inne rozwiązanie. Mianowicie po wykorzystaniu limitu na energię po ludzku z węgla czerpaną, w piecach pali się drewnem (czy jakimś tam brykietem, trocinami – czymś z drewna czerpanym). Jednocześnie producenci drewna mają obowiązek (sic!) w pierwszej kolejności zaopatrywać takich ekologycznych producentów.

Co się dzieje w takiej sytuacji? Patrząc zdroworoządkowo (chororozsądkowo zresztą też), drewna na polskim rynku może nagle zbraknąć. No i tak się faktycznie działo. Meblarze narzekali, że muszą sprowadzać drogie drewno z zagranicy już od 2004, tj. od naszego anszlusu. A do dzisiaj te limity się chyba trochę powiększyły, a i wiatraków zdaję sie u nas nie przybyło…

Ja wiem, że co poniektórzy UEropejczycy naraz podniosą głosy, że to li tylko nasza wina, że problemu nie potrafimy rozwiązać. Przytakuję im, pamiętając jednocześnie najsławniejszą zdaje się sentencję Kisiela, o tym “socjalizmie – ustroju w którym bohatersko walczymy z problemami… nieznanymi w innych systemach”. Ja wiem, że co poniektórzy ekologowie nie widzą w tych limitach problemu, bo przecież “przed nami większe cele”.

I z tego wiedzenia, straszna mnie niemoc dopada. Dosyć polityki. Dosyć babrania się w tym grajdołku z Kaczorem i Donaldem do spółki. Nie uświadczycie już tego na balu. Poprzedni wpis potraktujcie jako niebyły – niemoc zwyciężyła.

Co nie znaczy, że orkiestra nie uderzy w inny ton….

timoboll

To dziecię uszło – rośnie – to obrońca!

•styczeń 21, 2009 • 1 komentarz

Oto słońce brutalnie zagląda w ciemnością przez czas jakiś skryte komnaty balowe posiadłości senatorskiej. Perfidnie omiata resztki porzucone przez gości jakiś czas temu jeszcze, kiedy to muzyka grała i hulała ku uciesze gawiedzi nucącej melodie niemal bezbłędnie. Kieliszek nadtłuczony z szampanem wyparowanym smutnie koegzystuje wraz z plamą juchy zakrzepłej, co to z nosa jednego z współbiesiadników się polała. Kosteczki ogryzione spółkują z kosteczkami nieogryzionymi, które to w wyniku drastycznego ocieplenie klimatu cuchnącą woń wydzielają… W drzwiach zaś stoi ON – Patrz! – ha! – to dziecię uszło – rośnie – to obrońca! Wskrzesiciel narodu, z matki obcej; krew jego dawne bohatery, a imię jego będzie…

Świat się zmienia szybciej niż Donald rzuca zapowiedziami. Dlatego też pora zmyć kurz zalegający na podłodze sali balowej i wpuścić gości tłumnie przybyłych do środka, orkiestrę od lat (mimo zmieniającego się świata) tę samą ustawić na podium sceny prostokątnej, wyblakłej trochę więc różowawej już – nie karmazynowej. Panie i Panowie, Hetero i Homo, Biali i Czarni, Lewi i Prawi – BAL U SENATORA – REAKTYWACJA.

Nie deklaruję systematyczności, nie mówię o terminach. Co ma być to będzie, a wnajbliższym czasie będzie co poniżej:

Jak to zrobić? Czyli jak to powinno być według mnie, gdyby się senatorowi na szafot zdarzyło być postawionym. Jak to zrobić żeby go na ten szafot postawić – a realniej jak działać pomimo jego smrodzenia w przyjemnym zapachu naszego życia, tak coby kształtów kanciastych i barw krwistych nie przyjąć.

Globalne ocipienie. Czyli o tym jak z ekologów zrobiono sługi systemu, podobnie jak wcześniej z antyglobalistów.

Marketing i PR polityczny to fikcja! Czyli o oczywistej oczywistości jaką jest rzecz, że absolutnie nikt nami nie steruje, a profesorowie wykładający powyższe nauki na uniwersytetach mylą się całkowicie.

Krytyka moralności mieszczańskiej. Czyli to co w tytule, bo wyrzut sumienia mnie zżera.

Timo Mały #3 Czyli kontynuacja.

Realna Polityka Unii – Unia Polityki Realnej Czyli o partii liberalno-konserwatywnej i o tym co z jej bycia wynika.

Powyższe to tylko kilka tematów, które podczas urlopu błąkały się po łbie moim, czyniąc go niepustym tym samym. Jeśli macie jakieś preferencje co do tego co ma być kochani – dajcie znać proszę, postaram się sprostać.

Póki co cieszmy się nowym światem, który choć ciemniejszy – zdaje się świecić znacznie jaśniej.

timoboll

Pozdrowienia z wakacji

•październik 28, 2008 • Komentarzy: 11

Nie nie, żaden powrót. Chciałem przesłać tylko szybkie pozdrowienia kolegom z lewej strony. Trzymam za Was kciuki, cobyście się nie złamali. Zanosi się u Was na zmiany – szefem największego “lewicowego” klubu może zostać człowiek, który ma naprawdę poglądy lewicowe. Niestety, teraz wy doświadczycie zmasowanego ataku czegoś, co Łysiak nazwał “salonem” a ja nazywam “czerwonym prostokątem”. Tak to niestety jest, gdy do władzy pchają się Ci, którzy nie mają “wyborczego” błogosławieństwa.

Także pamiętajcie kochani – Olejniczak uczynił z SLD partię nowoczesną i próba jego odsunięcia jest po prostu żenująca. Nie ważcie się myśleć inaczej – tak jak kiedyś nie ważyliście się myśleć o Kaczyńskim inaczej jak o oszołomie. Nie zagłębiajcie się w programy partii, realne działania podejmowane przez poszczególnych członków itp. Po co? Starczy wam wiedzieć, że Napieralski jest be, a Olejniczak jest git.

Przy całym moim obrzydzeniu do idei lewicowych, naprawdę trzymam za Was kciuki. Nawet za wroga lepiej jest mieć człowieka, któremu chodzi o coś więcej niż tylko o obronę własnych interesów. Tacy którym chodzi tylko o to, mają już swoją partię. Ptaszki śpiewają, że przejdzie do niej Olejniczak.

Yo!

timoboll

pa pa

•październik 1, 2008 • Komentarzy: 10

Od dzisiaj koniec na bliżej nieokreślone trochę.

Bo tak.

timoboll

Ohhhh…. Ma obsesyjo…

•wrzesień 26, 2008 • Komentarzy: 4

Dreszcze mną targają, bo oto w nucie balu senatorskiego chwila przerwy. Dymkiem się można zaciągnąć, z damami pięknemi porozmawiać, a nade wszystko relaks mózgu przy prasie ukochanej poczynić. Skąd u Ciebie Timo ta obsesja? Goście pytają. A ja ręcę tylko bezradnie rozkładam, uśmiech głupawy na buzię ubieram i nawet w duszy śmiechu szyderczego wykrzesać nie mogę, no bo nie wiem po prostu! Najzwyczajniej w świecie nie wiem…

Młody ciałem i duchem, nie tak dawno temu jeszcze wróciłem z filmu niejakiego Michaela Moora, którego tytuł brzmiał “Zabawy z bronią”. Szukając wad systemu wszędzie gdzie się da, a nade wszystko szukając potwierdzenia dla swej małej obsesyi, sięgnąłem po ukochaną gazetę z czerwonym prostokątem z boku, by dowiedzieć się o podłych manipulacjach tego pseudo-dokumentalisty. Z innymi zjednoczonymi w wierze w prostokąt dyskutując, przekonałem się, że ja faktycznie jakiś nie taki – że ten Moore to idiota, a filmu to nawet nie oglądali. W kwiecie wieku będąc, wybrałem się na kolejny film z cyklu – “Fahrenheit 9/11″. Zgłodniały rzuciłem się po powrocie na recenzję i na szczęście okazało się, że Moore trochę (niedużo – bo wciąż przeciwny wojnie w Iraku) zmądrzał. Namawia do głosowania na Ala Gora. Dysonanse się we mnie tworzyły nieustannie…

Aż wreszcie, niedawno trafiła mi w ręce recenzja ostatniego filmu Moora… Otóż słuchajcie! Wreszcie jest! Wreszcie Michael Moore uzyskał prawo do tego by zwać się filmowcem! Przestał już być manipulatorem. “Chorować w USA” pokazało dobitnie, że Michael to dokumentalista z prawdziwego zdarzenia. Chórem potwierdza to grono zjednoczonych w wierze.

Tylko dlaczego kuna, ja mam wrażenie zupełnie odmienne?

K4nia na swoim blogu ostatnio napisał o możliwościach manipulacji, które daje władza nad Google. Dokładnie takie same możliwości, a nawet większe daje władza nad tytułem prasowym – zwłaszcza tak poczytnym jak czerwony prostokąt. Czy mam za złe Gazecie to, że posiada jakąś tam swoją linię? Ależ skąd, w dupie to mam. Czy mam za złe, że manipuluje? Gdzie tam, niech sobie manipuluje.

Dobra propaganda polega jednak na tym, by indoktrynowany wmawiane przekonania uznał za swoje. A mnie niezmiernie bawi obserwowanie reakcji ludziów, którym próbuje się ów proces pokazać. Gdy zaczynaliśmy okupcje Iraku, w gronie młodych socjologów toczyliśmy dyskusje nt. tegoż zdarzenia. Niewielu był takich, którzy jak ja by najzwyczajniej w świecei skurwysyństwem nazwali. Nikt nie śmiał przeciwstawić się “jedynemu źródłu prawdy”. Na szczęście od jakiegoś czasu w “Biblii” kierunek zmienił się zdecydowanie i oto moi bracia w wierze odważyli się również okupację potępić.

A teraz już ręcę z uciechy zacieram, bo mam nieodparte wrażenie, że czerwony prsotokąt znów drobny zwrot teraz wykona. I wszyscy ci, zapatrzeni do tej pory w Słońce Peru i jego cuda, będą wreszcie mogli podnieść głosy w stylu: “ile można czekać!” albo “społeczeństwo zagłosowało na PO, żeby odsunąć Kaczyńskich. Szkoda, że Tusk nic nie pokazał”. Albo jeszcze inaczej: “przynajmniej podniosły się standardy rządzących. Szkoda, że poza tym nie wydarzyło się nic”.

No nie mogę się normalnie doczekać. Na szczęście orkiestra senatorska zaczyna już grać. Idę popatrzyć na w rytm jej tańczących. Pooglądacie ze mną?

ein Reich, ein Volk, ein euro

•wrzesień 25, 2008 • Komentarzy: 17

Ja w sprawie podłego faszysty Janusza Korwin-Mikkego.  Jako że senatorskie media się nie do końca zgadzają co do wykładni swojej na ten temat, zbiorę je wszystkie i Wam kochani zaprezentuję, tak byście nie musieli sami występu tego faszysty oglądać, a już broń boże samodzielnie się nad jego wyczynem zastanawiać.

Otóż ten pajac, podczas wczorajszej wizyty w jedynej obiektywnej telewizji polskiej – TVN 24 – uniósł był prawą dłoń w geście pozdrowienia hitlerowskiego. Przyjrzyjmy się więc relacjom poszczególnych mediów na ten temat:

Do incydentu doszło w środę pod koniec programu. Korwin-Mikke wykonał faszystowski gest mówiąc o swoim sprzeciwie wobec wprowadzenia w Polsce euro. Poprzedził go słowami – “póki w Ameryce było 25 banków, które drukowały pieniądze, banki konkurowały ze sobą. Kiedy wprowadzono ein Reich, ein Volk, ein euro, to rząd zaczął dodrukowywać pieniądze. Amerykański rząd dodrukowuje pieniądze, a więc psuje pieniądze. To jest niedopuszczalne”.

gazeta.pl

- Póki w Ameryce było 25 banków, które drukowały pieniądze, banki konkurowały ze sobą. Kiedy wprowadzono ein Reich, ein Volk, ein euro, to rząd zaczął dodrukowywać pieniądze. Amerykański rząd dodrukowuje pieniądze, a więc psuje pieniądze. To jest niedopuszczalne – argumentował lider UPR i w tym czasie wykonał faszystowski gest.

tvn24.pl

Pamiętajcie, goście mili – nie oglądajcie tegoż wystąpienia, bo jeszcze broń bOŻE zauważycie, że Korwin nie podsumował tych stwierdzeń swoim gestem. Ba! Nie trzymał wcale wyciągniętej ręki wypowiadając powyższe cytowane słowa. Broń bOŻE, jeśli już traficie na ten niecny film w odmętach sieci i nie zdążycie go wyłączyć, nie dajcie się uwieść wrażeniu, że Korwin podkreśla w bardzo jaskrawy sposób słowa z akcentem wypowiadane: “ein Reich, ein Volk, ein euro”. Niech Wam broń bOŻE do głowy nie przyjdzie myśl, że jest to po prostu niesmaczne, nieprzemyślane – pamiętajcie jest to PROPAGOWANIE FASZYZMU! Nic więcej!

O słuszności takiej właśnie wykładni, niech świadczy fakt, że sprawą zajęła się prokuratura! Broń Was bÓG nie zaczynajcie sobie niektórych rzeczy porównywać. Nie ważne jak się ta sprawa skończy – ważne, że Korwin o faszyzm jest oskarżony. Niech nie przyjdzie Wam do głowy z uwagą czytać gazet dzisiejszych, gdzie malutkimi literkami w paru linijkach piszą, że Ziobrze nic w sprawie laptopów nie udowodnili. Niech Wam w pamięci pozostanie tylko wielka hucpa z pierwszych stron, którą to Gazeta z czerwonym prostokątem do spółki z innemi nam parę miesięcy temu urządzili. Takoż i teraz – pamiętajcie, że Korwin propaguje faszyzm.

Niech Wam wreszcie do głowy nie przyjdzie zastanowić się nad słowami tego pajaca w muszce. One są przecież zupełnie nie ważne, chodziło mu przeca tylko o przemycenie treści faszystowskich. Nikt niech nie próbuje na własną rękę poszukiwać źródeł na ten temat, analiz ekonomistów i tem podobnych. Po co?  Jak broń bOŻĘ ktoś przypadkiem wejdzie np. na TĘ STRONĘ, niech natychmiast zamknie oczy wyłączy komputer. Nie ma co myśleć nad słowami pajaca.

Jeśli już jednak zdarzy się Wam przez przypadek zupełny nad nimi zastanowić – sięgnijcie do Gazety bądź TVNu – tam przypomnicie sobie, że słowa te należy kojarzyć tylko i wyłącznie z faszyzmem! Nie po to bidni redaktorzy się tak męczą cały cytat z Korwina publikując, byście wnioski inne wysnuli. Pamiętajcie! Powiedział: “póki w Ameryce było 25 banków, które drukowały pieniądze, banki konkurowały ze sobą. Kiedy wprowadzono ein Reich, ein Volk, ein euro, to rząd zaczął dodrukowywać pieniądze. Amerykański rząd dodrukowuje pieniądze, a więc psuje pieniądze. To jest niedopuszczalne”. A zrobił to trzymając w górze wyciągniętą dłoń. Wypowiedź jest faszystowska i kropka, a kto twierdzi inaczej ten faszysta taki sam.

Tem optymistycznym akcentem zakończę. Jeśli mielibyście jeszcze jakieś pytania, jak niektóre rzeczy rozumieć, jakie działania podejmować – zapraszam do czerwonego prostokąta – oni zawsze chętnie pomogą.

A ja ze swojej strony zapraszam na wiec, manifestację taką, na której wyrazimy poparcie dla twierdzenia o oddziaływaniu pro-faszystowskim prawej ręki wysuniętej w górę. Bo wiemy przecież jak tu stoimy, że jest ono stokroć gorsze niż wprowadzanie metod gospodarczych i ekonomicznych, które kiedyś system faszystowski przy życiu trzymały.

timoboll

Biedactwa… Myśleli, że nikt nie widział…

•wrzesień 19, 2008 • 1 komentarz

Krótko dzisiaj, bo weekend się wielkimi krokami zbliża i wiele ciekawszych rzeczy, niż babranie się w senatorskim gulaszu do głowy mnie przychodzi. Jednakoż jedna rzecz mnie dzisiaj rozbawiła i chciałbym się nią z Wami goście drodzy podzielić.

Otóż jakiś czas temu, w proteście rpzeciwko jednemu z obecnie nam miłościwie panujących, wszyscy z do-niedawna-nam-miłościwie-panujących opuscili salę sejmową, co oczywiście zwróciło na nich oczy gazet i gazetek wszelkiej maści, z czego jednej w szczególności. Na jej to stronach zapoznacie się kochani nie tylko z tym jak to było, ale również jak to należy rozumieć, a nawet jak rozwiewać wątpliwości niezdecydowanych. Ja nie o tym.

Otóż nagle i niespodziewanie okazało się, że nieobecność posłół była usprawiedliwiona! Pamiętam jeszcze szkolne lata, podczas których usprawiedliwienie było czymś cennym niesamowicie.  Dobre usprawiedliwienie ratowało dupę przed pracą klasową, odpytywaniem i innymi tego typu okropnościami. Pech chciał, że do-niedawna-miłościwie-nam-panujący dobrych usprawiedliwień nie mieli. Przymierzając poziomem do lat szkolnych znowu, przypomniał mi się sąsiad z ławki, który tydzień nieobecności usprawiedliwił użądleniem przez żądło ukryte w biszkopcie…

No i ja pytanie mam, do tych jełopów, bo inaczej nazwać ich się nie da (to znaczy w sumie da się – kurwy, szuje, debile, durnie i dziesięć tysięcy innych). Czy wy myśleliście, że nikt nie widział? Naprawdę cięzko mi pojąć, dlaczego nagłośnionego na całą Polskę protestu nie można usprawiedliwić… protestem! “Nieobecny z powodu protestu” – i efekt od razu silniej oddziaływuje. No jełopy normalnie (kurwy, szuje, debile, durnie i dziesięć tysięcy innych).

A pytanie drugie – dlaczego na bOGA, na sugestię sprawdzenia poprawności usprawiedliwień nie tylko z tego dnia, wszyscy tak chętni do rozliczania do-niedawna-nam-plepleple, w głowę się pukają i niechęć okazują tak wielką? Nie chodzi o względy formalne – te spełnione przecie. Więc o co? Coś chowają? A może cała ta banda od początku kadencji opycha się biszkoptami, co nieuchornnie przecie prowadzi do użądlen i temże właśnie się usprawiedliwiają. Jakeście tacy poprawni, to czego się kuna boicie?

timoboll