Smutno mi
Aż się tańczyć nie chce, w pary z damami smętnie podpierającym ściany senatorskiego domostwa łączyć, ni trunków barku senatorskiego kosztować.. Patrząc na tę hałastrę wrzeszczącą na siebie bez sensu żadnego, przekrzykującą się argumentami, które - gdyby słuchali się nawzajem - są jednakowe dla jednych i drugich, odchodzą chęci do czegokolwiek. Cóż to bracia znowu wymyślili? Zmiany w swoim WIELKIM sukcesie nagle na gwałt chcą wprowadzać. Jak wielki to był sukces niech przypomną te słowa i te słowa, a także te, te i te . Dlaczego nagle zdecydowali, że coś jest nie tak i trzeba to zmienić? Dlaczego druga część senatorskich gości z radością tę dyskusję podchwyciła i jazda bawić się w to co najlepiej potrafią - jedną wielką hucpę kto kogo zakrzyczy.
Takie nieodparte wrażenie mam jednakże, że chodzi im o coś całkowicie innego. Bo cóż tak naprawdę zmienią kaczkowe piski, nawet jeśli zmiany których tak się domagają Donaldinio zaakceptuje? NIC A NIC! No taka prawda - wszelkie zmiany w treści traktatu muszą być przecież zatwierdzone przez wszystkie jeszcze-państwa wspólnoty. Więc skoro jedni i drudzy wiedzą, że gra toczy się o pietruszkę, to po co ta cała hucpa?
Podczas pamiętnej kampanii październikowej, szpece od marketingu różnych maści zachwycali się PiSem, że tak pięknie wyznaczył boisko na którym toczyć się będzie kampanijna gra. I chociaż nie do końca im się udało, bo inni szpece szybko zamienili ichnie boisko (przypominam - oligarchowie), na zgoła odmienne - odsunąć PiS. Wszelkie inne kwestie zostały odsunięte na bok i tak naprawdę nie miały znaczenia. Nawet od Was, drodzy goście niejednokrotnie słyszałem stwierdzenia - “Tusku może ideałem nie jest, ale wszystko lepsze od Kaczorów”. Teraz dzieje się dokładnie to samo. Na siłę rozdmuchując bezsensowny spór, osły-posły usiłują odwrócić naszą uwagę od najważniejszego - od treści lesbońskiego traktatu.. Czyż nie jest tak, że większość będzie popierała ten traktacik, tylko dlatego, żeby okoniem stanąć PiSowi?
Nie będę się rozpisywał - w tej kwestii wiele powiedziano i jak ktoś zechce - na pewno do meritum sprawy bez problemu dotrze. Wymienię tylko jeden z powodów, dla których ja jestem przeciwnikiem ratyfikacji tego dokumentu. Teraz możemy uznać niepodległość Kosowa. Możemy też tej niepodległości nie uznać. Po ratyfikacji traktatu będziemy mogli co najwyżej wyrazić swoją opinię w podobnych sprawach. Ustawodawstwo unijne będzie stało ponad naszym.
No po prostu - smutno mi.
timoboll

kiedyś Indianie tworzyli sojusze, aby walczyć z białymi - “miłośnikami wolności” - amerykanami. jednym z obrazowych argumentów, że w jedności siła, był przykład ze strzałami (szypami, jakby bracia słowianie powiedzieli). agitujący za połączeniem sił brał do rąk jedną strzałę, i jak to było do przewidzenia, z łatwością ją łamał na oczach zgromadzonych czerwonoskórych. następnie rzecz próbował powtórzyć z wiązką strzał, co, jak również łatwo było przewidzieć, oczywiście się nie udawało. siła argumentu była skuteczna, a sama prezentacja odbierała przeciwnikom konfederacji ochotę do dalszych polemik.
tylko raz miał miejsce inny scenariusz: wiązkę strzał, która po raz n-ty oparła się sile mięśni agitatora i niezdecydowanych, przejął pewien chuderlawy sceptyk. tlącym się bierwionem zapalił jedną strzałę. od niej zajęły się kolejne, a po chwili zostało po nich tylko wspomnienie. panqusy
wiem, wiem paniequsy. pan się nie przejmuje. “powoli zbliża się nasz czas, coraz bardziej swędzą ręce”.