Tak mi dopomóż Michdzyk
Tak sobie właśnie zdałem sprawę, że ja naprawdę lubię dyskusję. Najbardziej oczywiście z temi, z któremi zgodzić się nie jestem w stanie i którzy nigdy się nie zgodzą ze mną. Dzięki właśnie takim dyskusjom rozwija się we mnie to, co nazywam swoim świata widzeniem. Ba! Nie tylko się rozwija, ale czasem diametralnie zmienia!
Niezmienna wydaje mi się być jedna tylko rzecz. Są takie dwie grupy, z którymi się dyskutować nie da. Ja oczywiście strasznie uproszczę za chwilę, także unikając ataków późniejszych, chcę powiedzieć że mam je w dupie (te ataki, nie te grupy, bo w tych grupach jest jednak sporo ludzi na których mocno mi zależy). Jakie kryterium przynależności? Proste. To wyznawcy określonych tytułów prasowych.
Wspomniałem o dwóch takich grupach i na tych dwóch się skupię. Może dlatego, że absolutnie nic tych grup od siebie nie odróżnia. Chodzi mnie oczywiście o wyznawców “Naszego Dziennika” i wyznawców “Gazety Wyborczej”. Dwa bieguny polskiej opinii, które schodzą się w jednym miejscu. Otóż zaróno jedni jak i drudzy:
- Nienawidzą gdy się ich ze sobą zestawia. Jedni są tak pełni pogardy dla drugich, że to aż po twarzach widać. To taki rodzaj przekonania jak o tym, że trzeba oddychać. Sama myśl o tym, że mogliby się zgodzić w jakiejś kwestii wywołuje autentyczne oburzenie.
- Kompletnie gardzą nawzajem swoimi poglądami. Członek jednego zboru nie zhańbi się przecież czytaniem pisma objawionego drugiego ze zborów. Prowadzi to do sytuacji, że czerpią oni wiedzę o swoim przeciwniku tylko ze swojego pisemka – do źródeł nie sięgają i czują się w tym pełni usprawiedliwieni.
- Są autorytety, co do których nie można mieć żadnych wątpliwości. To chyba jasne – u jednych ojciec dyrektor, u drugich ojciec redaktor.
- Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam. Poza wizją świata opisaną w pismach objawionych, nie ma innej. Wszyscy myślący inaczej są (w zależności od opcji): żydami albo antysemitami.
- Mają wielki wpływ na swoich wiernych. Każdy z wyznawców z jakim rozmawiałem da się pokroić, że to wszystko co głosi to jego własne poglądy, przypadkiem zbieżne z poglądami głoszonymi w pismach.
- “Tego się przecież nie da porównywać!”. To ulubiony przez obydwa zbory argument. Gdy pojawia się trudna do interpretacji sytuacja, nie bardzo pasująca pod obowiązującą wykładnie, trza dla niej stworzyć warunki wyjątkowo i zacząć z nią działać od początku. Nie da się jej przecież porównać do czegokolwiek innego, trzeba podać interpretację i nie zwątpić w nią ni na chwilę.
- Sieją histerię gdy u władzy wróg. Gdy przypadkiem u władzy stoi opcja niewiernych, obydwa zbory za punkt honoru stawiają zmianę obecnego stanu rzeczy. A to namawiają do wyjścia na ulicę, a to do bojkotu czegoś tam. Oczywiście tłumaczą to koniecznością historyczną. Myślący inaczej albo niedojrzali do demokracji, albo Polskę by sprzedali.
- Najważniejsze: nie da się z nimi dyskutować. Po prostu.
Takie to mam dwa bieguny w swoim dyskursie. Najprościej byłoby z nimi nie dyskutować. Ale to też cecha zarezerwowana dla nich właśnie. Nie dyskutują, a jak już to w ramach swoich kościółków. No to ja się pomęczę. A teraz wciągnę jakiś artykulik Michnika, popiję felietonem Rydzyka, a potem wyruszę głosić słowo boże. Tak mi dopomóż Michdzyk.

zgadzam sie, masz racje
bąki szczupaka