Tak mnie jakoś..
Tak mnie jakoś naszło, coby na chwilę zajrzeć na bal. Przejrzeć to co bywalcy (z głównym prowadzącym na czele) w krótkiej historii tej najznamienitszej imprezy w odmętach sieci wypłodzili. I muszę powiedzieć, że stenogramy czyta się doprawdy wyśmienicie. Oczywiście same w sobie wartością żadną nie są, jednakoż w zestawieniu z komentatorstwem tak zacnego towarzystwa jakie udało się tu zgromadzić, stanowią wartość chociażby sentymentalną.
A że ja sentymentalny konferansjer jestem, to postanowiło mi się coś naskrobać i powrócić na chwilę do sali balowej. Mierżą mnie jednak wybitnie tematy narzucane przez głównonurtowe portale i gazecicha (oprócz oczywiście mojego ukochanego czerwonego prostokąta). Jakoś udało mi się obyć bez tych wieści przez tyle czasu i do nich wcale sentymentalnej tęsknoty nie czuję.
Jak to więc bal bez Donka, Jarka, Grzesia i Janusza? Bal bez UEuropy, Globcia i krytyki moralności mieszczańskiej? Spokojnie, pewnie się tu pojawią, jednakoż w innej niż dotychczas roli. Nie mam jeszcze pomysłu. Mam nadzieję, że się wkrótce pojawi. A jak się nie pojawi – cóż.. ja sentymentalny konferansjer jestem. A czas bez balu również wspominam z sentymentem. Innym, ale jednak.
Dosyć jednak pitolenia szanowni goście. Już od dziś zapraszam na nowy, lepsiejszy, poprawny politycznie, niepoprawny niepolitycznie – BAL U SENATORA.
A na dobry nowy początek, proponuję rap..
timoboll


Yeeah!! Bal wraca! Idziemy w tany znowu!