O ja pierdziu!

•Marzec 23, 2009 • Dodaj komentarz

Wieczorny przegląd sieci, zwykle spokojny, ciut leniwy i niespieszny, przyniósłwiadomości tak niesamowite, że jako wzorowy obywatel świata mam obowiązek bić na alarm. Otóż wierzcie lub nie, ale niejaki Roy Spencer klimatolog i cała banda klimatologów jemu podobnych, ni mniej ni więcej tylko uznała Globcia za przeszłość! Innymi słowy – globalnego ocieplenia już nie ma. Trochę mi się wierzyć w to nie chcę, zważywszy na piękną marcową pogodę, no ale kto wie gdzie ci wszyscy klimatolodzy publikowali…

Jeśli chodzi o wcześniejsze niepokojące dane dotyczące topnienia lodu w Arktyce, to okazało się, że procentowo pokrywa lodowa zwiększyła się znacząco po raz pierwszy od 1979 roku. W ostatniej dekadzie również populacja niedźwiedzi uległa zwiększeniu – był to wzrost o 25 procent. W Arktyce jest ich teraz 15 tysięcy, podczas gdy 10 lat temu było ich 3 tysiące mniej.

– Ostatnia fala globalnego ocieplenia, która rozpoczęła się w 1977 roku jest zakończona, a Ziemia weszła w nową fazę globalnego ochłodzenia – mówi Don Easterbrook, profesor geologii z Uniwersytetu Zachodniego Waszyngtonu. – Nowe dane dotyczące aktywności solarnej wskazują na niezwykły brak plam na Słońcu i zmian w jego polu magnetycznym… Obecna fala procesu globalnego ochłodzenia może być ostrzejsza, aniżeli ta z lat 1945-1977 – dodaje.

http://wiadomosci.onet.pl/1939257,12,item.html

No to kurcze, teraz nie pozostaje nam nic tylko zakasać rękawy i – idąc za dotychczasowym myśleniem miłościwie nam panujących – produkować CO2 ile wlezie! Jutro najpewniej pojawią się pierwsze doniesienie z e-parliamentu, o ustawie nakładającej gigantyczne kary na te wszystkie farmy wiatrakowe, że miejsce węglowym elektrowniom, tak zasłużonym w walce z globalnym oziębieniem zabierają. No, co najmniej jakaś ustawka nakazująca każdemu wiatrakowi zamontować silnik spalinowy. Nie może przecież być tak, że swoimi działaniami ograniczającymi emisję CO2 dopuścimy do zmian klimatu!

Wyjść teraz mamy kilka – albo w periodykach o najwyższym wskaźniku „impact factor” pojawią się analizy całkowicie dyskredytujące te doniesienia (Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego właśnie na podstawie tego wskaźnika ocenia która publikacja jest wystarczająco naukowa, a ministerstwo to organ państwa, a jaki jest cel państwa wszyscy wiemy) albo – co bardziej prawdopodbne – ueuropejczycy rozłożą ręce i „z braku aktualnych danych potwierdzonych naukowo” będą musieli oprzeć się na poprzednich ustaleniach. Które to ustalenia nakładały wszystkie limity i inne takie.

Że stoi to w sprzeczności z rzeczywistością? Kto by się tym przejmował? Opierając się na raportach Klubu Rzymskiego, który prognozował całkowite wyczerpanie surowców naturalnych do roku 1994, udało się nakraść pod pozorem regulacji i poszukiwań alternatywnych źródeł energii tak dużo, że jakieś dwa czy pięć stopni celsjusza w dól im w tym nie przeszkodzi.

No ja pierdziu!

timoboll

Tak mi dopomóż Michdzyk

•Marzec 19, 2009 • 2 komentarze

Tak sobie właśnie zdałem sprawę, że ja naprawdę lubię dyskusję. Najbardziej oczywiście z temi, z któremi zgodzić się nie jestem w stanie i którzy nigdy się nie zgodzą ze mną. Dzięki właśnie takim dyskusjom rozwija się we mnie to, co nazywam swoim świata widzeniem. Ba! Nie tylko się rozwija, ale czasem diametralnie zmienia!

Niezmienna wydaje mi się być jedna tylko rzecz. Są takie dwie grupy, z którymi się dyskutować nie da. Ja oczywiście strasznie uproszczę za chwilę, także unikając ataków późniejszych, chcę powiedzieć że mam je w dupie (te ataki, nie te grupy, bo w tych grupach jest jednak sporo ludzi na których mocno mi zależy). Jakie kryterium przynależności? Proste. To wyznawcy określonych tytułów prasowych.

Wspomniałem o dwóch takich grupach i na tych dwóch się skupię. Może dlatego, że absolutnie nic tych grup od siebie nie odróżnia. Chodzi mnie oczywiście o wyznawców „Naszego Dziennika” i wyznawców „Gazety Wyborczej”. Dwa bieguny polskiej opinii, które schodzą się w jednym miejscu. Otóż zaróno jedni jak i drudzy:

  • Nienawidzą gdy się ich ze sobą zestawia. Jedni są tak pełni pogardy dla drugich, że to aż po twarzach widać. To taki rodzaj przekonania jak o tym, że trzeba oddychać. Sama myśl o tym, że mogliby się zgodzić w jakiejś kwestii wywołuje autentyczne oburzenie.
  • Kompletnie gardzą nawzajem swoimi poglądami. Członek jednego zboru nie zhańbi się przecież czytaniem pisma objawionego drugiego ze zborów. Prowadzi to do sytuacji, że czerpią oni wiedzę o swoim przeciwniku tylko ze swojego pisemka – do źródeł nie sięgają i czują się w tym pełni usprawiedliwieni.
  • Są autorytety, co do których nie można mieć żadnych wątpliwości. To chyba jasne – u jednych ojciec dyrektor, u drugich ojciec redaktor.
  • Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam. Poza wizją świata opisaną w pismach objawionych, nie ma innej. Wszyscy myślący inaczej są (w zależności od opcji): żydami albo antysemitami.
  • Mają wielki wpływ na swoich wiernych. Każdy z wyznawców z jakim rozmawiałem da się pokroić, że to wszystko co głosi to jego własne poglądy, przypadkiem zbieżne z poglądami głoszonymi w pismach.
  • „Tego się przecież nie da porównywać!”. To ulubiony przez obydwa zbory argument. Gdy pojawia się trudna do interpretacji sytuacja, nie bardzo pasująca pod obowiązującą wykładnie, trza dla niej stworzyć warunki wyjątkowo i zacząć z nią działać od początku. Nie da się jej przecież porównać do czegokolwiek innego, trzeba podać interpretację i nie zwątpić w nią ni na chwilę.
  • Sieją histerię gdy u władzy wróg. Gdy przypadkiem u władzy stoi opcja niewiernych, obydwa zbory za punkt honoru stawiają zmianę obecnego stanu rzeczy. A to namawiają do wyjścia na ulicę, a to do bojkotu czegoś tam. Oczywiście tłumaczą to koniecznością historyczną. Myślący inaczej albo niedojrzali do demokracji, albo Polskę by sprzedali.
  • Najważniejsze: nie da się z nimi dyskutować. Po prostu.

Takie to mam dwa bieguny w swoim dyskursie. Najprościej byłoby z nimi nie dyskutować. Ale to też cecha zarezerwowana dla nich właśnie. Nie dyskutują, a jak już to w ramach swoich kościółków. No to ja się pomęczę. A teraz wciągnę jakiś artykulik Michnika, popiję felietonem Rydzyka, a potem wyruszę głosić słowo boże. Tak mi dopomóż Michdzyk.

Razem, młodzi przyjaciele!

•Luty 4, 2009 • 11 komentarzy

Straszne trochę to wszystko. Weekendowy wyjazd na narty pod wielkim znakiem zapytania stanął, bo oto globalne ocieplenie dopadło i mnie. Cóż było robić? Nic tylko w szeregu wraz z innymi UEkologami stanąć i do batalii o zmniejszenie emisji CO2.

Na wejście chciałbym zamknąć mordy sceptykom, przebąkującym coś o tym, że ludzie tylko 2% jego emitują. Pytam się Was – co z tego? My zrobimy tak, żeby emitowali 0%! No może jakiś tam ułamek procenta, ale nie od razu całe DWA PROCENT! Ja na te narty chciałbym jeszcze kiedyś pojechać. Jak to zrobić tylko, ja się pytam? Jak to zrobić?

No to, że muszę płacić – jak nie daj boże dorobiłem się własnej elektrowni – to jasne jak słońce. Ja tego nie kwestionuję. Oczywistym jest, że pieniądze zostaną wydane na walkę z globalnym. Podobnie całkiem dla mnie klarownym jest fakt olbrzymiej ilości urzędników potrzebnych do obsługi tegoż procesu. Sprawa ważna – więc i ludzi dużo potrzeba. Moje narty są warte każdych pieniędzy!

No dobra – ale wszyscy wiemy, że pieniądze nie wystarczą. Trzeba ruszyć dalej. Na szczęście są jeszcze tacy ludzie jak Jonathon Porritt – szef brytyjskiej komisji ds. ekologii i długoletni szeryf tamtejszej Partii Zielonych. Ma on genialne wprost w swej prostocie rozwiązanie na atakującego Globcia. Człowiek CO2 emituje!? Zlikwidujmy człowieka! No, może nie do końca zlikwidujmy, ale skutecznie ograniczmy…

Pan Porritt proponuje mianowicie ustawowe ograniczenie maksimum posiadanego potomstwa do dwójki. Pary mające więcej są „skrajnie nieodpowiedzialne” i stwarzają nadmierne obciążenie dla środowiska. Powinniśmy także w swojej polityce skupić się przede wszystkim na dotowaniu aborcji, coby skutecznie ograniczyć rozród tego rozsiewacza CO2 jakim jest człowiek. Porritt ze swoją partią składają projekt ustawy w przyszłym tygodniu. Fajnie by było jakby się udało trochę szybciej. Ustawa zakłada dotacje aborcji i antykoncepcji, nawet kosztem leczenia osób śmiertalnie chorych. Sam autor ustawy tłumaczy to w sposób następujący: założenie to jest logiczne, brak leczenia ludzi śmiertelnie chorych też przyczyni się do ograniczenia produkcji dwutlenku węgla.

Od razu chciałbym Was uspokoić, bracia i siostry w walce z Globciem. Wiem, że propozycje Porritta brzmią troszku fantastycznie i może się okazać, że nic z nich nie będzie. Powiem wam tylko: NIE LĘKAJCIE SIĘ!!! Przecież jeszcze parę lat temu pukaliśmy się wszyscy w głowę, jak jakieś oszołomy nam wmawiały że proces integracji doprowadzi np. do ustaw gwarantujących rządom wgląd w prywatną korespondencję, czy tajemnicę bankową. A teraz? Możemy już czuć się bezpieczni – nasze rządy kochane (niektóre) już to prawo mają. Przecież jeszcze nie tak dawno temu nie wierzyliśmy, że powstanie ponadnarodowa policja. A przecież projekt już się toczy. Przecież nikt z nas nie wierzył, że sądownictwo unijne stanie ponad narodowym. A przecież wystarczy tylko przekonać Irlandczyków.

Także kochani! Nawet Ci z Was którzy w tym momencie zwątpili w słuszność propozycji Porritta – nie macie się czego obawiać. Gwarantuję Wam, że w momencie gdy miłościwie nam panujący zaczną wprowadzać je w życie, zrobią to przy Waszym pełnym poparciu. Mają czas. Ino ja go kuna nie mam, bo już nocleg na tych nartach opłacony…

http://www.tvn24.pl/1,1584378,druk.html

timoboll

Niemoc

•Luty 3, 2009 • 6 komentarzy

Właśnie w jednej z wilekiej czwórki – w „Rzeczypospolitej” mianowicie, na pierwszej stronie wyczytałem rychłą zapowiedź upadku polskiego przemysłu meblarskiego. Przyczyna – jakże by inaczej – kryzys. Nawet mnie szlag nie trafił. Niemoc mnie jedynie dopadła straszliwa. Pamiętam 2004 i dyskusje, które toczyłem ze zwolennikami i przeciwnikami anszlusu naszego kraju upodlonego do jeszcze bardziej upodlonej wspólnoty. Pamiętam tekst raportu, który na jedne z zajęć studenckich przyniosłem, dotyczącego „produkcji energii ze źródeł odnawialnych”….

Raportu odnaleźć nie mogę, dlatego jeśli chodzi o liczby powołam się li tylko na swoją pamięć. Of coz przystępując do „matki Unii” zobligowaliśmy się do owej „produkcji energii ze źródeł odnawialnych”. Jakiś tam x procent (niewielki) całości produkcji energii, miało być właśnie energią ekologyczną. Jako że właścicielom elektrowni nie uśmiechało się naraz rzucić swoje fabryki, zburzyć, zaorać a na ich miejscu wiatraki posadzić, w ramach istniejącego prawa znaleziono inne rozwiązanie. Mianowicie po wykorzystaniu limitu na energię po ludzku z węgla czerpaną, w piecach pali się drewnem (czy jakimś tam brykietem, trocinami – czymś z drewna czerpanym). Jednocześnie producenci drewna mają obowiązek (sic!) w pierwszej kolejności zaopatrywać takich ekologycznych producentów.

Co się dzieje w takiej sytuacji? Patrząc zdroworoządkowo (chororozsądkowo zresztą też), drewna na polskim rynku może nagle zbraknąć. No i tak się faktycznie działo. Meblarze narzekali, że muszą sprowadzać drogie drewno z zagranicy już od 2004, tj. od naszego anszlusu. A do dzisiaj te limity się chyba trochę powiększyły, a i wiatraków zdaję sie u nas nie przybyło…

Ja wiem, że co poniektórzy UEropejczycy naraz podniosą głosy, że to li tylko nasza wina, że problemu nie potrafimy rozwiązać. Przytakuję im, pamiętając jednocześnie najsławniejszą zdaje się sentencję Kisiela, o tym „socjalizmie – ustroju w którym bohatersko walczymy z problemami… nieznanymi w innych systemach”. Ja wiem, że co poniektórzy ekologowie nie widzą w tych limitach problemu, bo przecież „przed nami większe cele”.

I z tego wiedzenia, straszna mnie niemoc dopada. Dosyć polityki. Dosyć babrania się w tym grajdołku z Kaczorem i Donaldem do spółki. Nie uświadczycie już tego na balu. Poprzedni wpis potraktujcie jako niebyły – niemoc zwyciężyła.

Co nie znaczy, że orkiestra nie uderzy w inny ton….

timoboll

To dziecię uszło – rośnie – to obrońca!

•Styczeń 21, 2009 • 1 komentarz

Oto słońce brutalnie zagląda w ciemnością przez czas jakiś skryte komnaty balowe posiadłości senatorskiej. Perfidnie omiata resztki porzucone przez gości jakiś czas temu jeszcze, kiedy to muzyka grała i hulała ku uciesze gawiedzi nucącej melodie niemal bezbłędnie. Kieliszek nadtłuczony z szampanem wyparowanym smutnie koegzystuje wraz z plamą juchy zakrzepłej, co to z nosa jednego z współbiesiadników się polała. Kosteczki ogryzione spółkują z kosteczkami nieogryzionymi, które to w wyniku drastycznego ocieplenie klimatu cuchnącą woń wydzielają… W drzwiach zaś stoi ON – Patrz! – ha! – to dziecię uszło – rośnie – to obrońca! Wskrzesiciel narodu, z matki obcej; krew jego dawne bohatery, a imię jego będzie…

Świat się zmienia szybciej niż Donald rzuca zapowiedziami. Dlatego też pora zmyć kurz zalegający na podłodze sali balowej i wpuścić gości tłumnie przybyłych do środka, orkiestrę od lat (mimo zmieniającego się świata) tę samą ustawić na podium sceny prostokątnej, wyblakłej trochę więc różowawej już – nie karmazynowej. Panie i Panowie, Hetero i Homo, Biali i Czarni, Lewi i Prawi – BAL U SENATORA – REAKTYWACJA.

Nie deklaruję systematyczności, nie mówię o terminach. Co ma być to będzie, a wnajbliższym czasie będzie co poniżej:

Jak to zrobić? Czyli jak to powinno być według mnie, gdyby się senatorowi na szafot zdarzyło być postawionym. Jak to zrobić żeby go na ten szafot postawić – a realniej jak działać pomimo jego smrodzenia w przyjemnym zapachu naszego życia, tak coby kształtów kanciastych i barw krwistych nie przyjąć.

Globalne ocipienie. Czyli o tym jak z ekologów zrobiono sługi systemu, podobnie jak wcześniej z antyglobalistów.

Marketing i PR polityczny to fikcja! Czyli o oczywistej oczywistości jaką jest rzecz, że absolutnie nikt nami nie steruje, a profesorowie wykładający powyższe nauki na uniwersytetach mylą się całkowicie.

Krytyka moralności mieszczańskiej. Czyli to co w tytule, bo wyrzut sumienia mnie zżera.

Timo Mały #3 Czyli kontynuacja.

Realna Polityka Unii – Unia Polityki Realnej Czyli o partii liberalno-konserwatywnej i o tym co z jej bycia wynika.

Powyższe to tylko kilka tematów, które podczas urlopu błąkały się po łbie moim, czyniąc go niepustym tym samym. Jeśli macie jakieś preferencje co do tego co ma być kochani – dajcie znać proszę, postaram się sprostać.

Póki co cieszmy się nowym światem, który choć ciemniejszy – zdaje się świecić znacznie jaśniej.

timoboll

Pozdrowienia z wakacji

•Październik 28, 2008 • 11 komentarzy

Nie nie, żaden powrót. Chciałem przesłać tylko szybkie pozdrowienia kolegom z lewej strony. Trzymam za Was kciuki, cobyście się nie złamali. Zanosi się u Was na zmiany – szefem największego „lewicowego” klubu może zostać człowiek, który ma naprawdę poglądy lewicowe. Niestety, teraz wy doświadczycie zmasowanego ataku czegoś, co Łysiak nazwał „salonem” a ja nazywam „czerwonym prostokątem”. Tak to niestety jest, gdy do władzy pchają się Ci, którzy nie mają „wyborczego” błogosławieństwa.

Także pamiętajcie kochani – Olejniczak uczynił z SLD partię nowoczesną i próba jego odsunięcia jest po prostu żenująca. Nie ważcie się myśleć inaczej – tak jak kiedyś nie ważyliście się myśleć o Kaczyńskim inaczej jak o oszołomie. Nie zagłębiajcie się w programy partii, realne działania podejmowane przez poszczególnych członków itp. Po co? Starczy wam wiedzieć, że Napieralski jest be, a Olejniczak jest git.

Przy całym moim obrzydzeniu do idei lewicowych, naprawdę trzymam za Was kciuki. Nawet za wroga lepiej jest mieć człowieka, któremu chodzi o coś więcej niż tylko o obronę własnych interesów. Tacy którym chodzi tylko o to, mają już swoją partię. Ptaszki śpiewają, że przejdzie do niej Olejniczak.

Yo!

timoboll

pa pa

•Październik 1, 2008 • 10 komentarzy

Od dzisiaj koniec na bliżej nieokreślone trochę.

Bo tak.

timoboll